• Niesiemy pomoc ofiarom księży pedofilów

    zapewniamy telefon zaufania, pomoc prawną, psychologiczną i grupę wsparcia
  • Żądamy ukarania sprawców

    i odsunięcia ich od pracy z dziećmi
  • To nie Twoja wina

    całkowitą winę ponoszą sprawcy i osoby, które ich ukrywają
  • Walczymy z przyczynami pedofilii

    edukujemy i podejmujemy działania prewencyjne
  • Walczymy o odszkodowania dla ofiar księży

wersja polska english version

Z Bogiem po czynach bezbożnych

W 10 lat post factum, kiedy świadomość wciąż jeszcze ciepło ubierała nagą prawdę o duchowych i nie tylko doświadczeniach z duchowieństwem, ktoś z niedowierzaniem zapytał, jak mogę dalej chodzić do kościoła. Wykazałam wtedy analogiczne niedowierzanie, pytając, jak bym mogła nie chodzić, bo moja wiara w Boga od dziecka pozostawała niemiłosiernie niezachwiana, mimo balastu młodocianych doświadczeń szukałam więc swojego miejsca w Kościele Katolickim długo i wytrwale. Jak większość Polaków przekonana, że Kościół Katolicki to niemal sam Pan Bóg, przez lata nie sądziłam, jakobym miała wybór, dlatego nawet kiedy czułam, że nie mogę już przynależeć do tego zgromadzenia, że się ze zbyt wieloma poglądami i postawami nie utożsamiam, i tak wracałam – nauczono mnie wszak tam właśnie chodzić, kiedy nie ma dokąd pójść...

Doświadczenie aberracyjnej relacji z księdzem u dziecka wychowanego po chrześcijańsku  jest czymś nadzwyczaj trudnym – to przecież wszystko nasza wina, prawda? „Pan chciał mnie czegoś nauczyć”. „Zasłużyłam na to”. „Tyle byłam warta, skoro ksiądz na tyle mnie wycenił”. Tymczasem choć nam wyrządzano najpoważniejsze krzywdy, nie traktowano nas poważnie, nie szanowano.

Po czynach bezbożnych nastała specyficzna martwość natury, pauza, w której bez końca próbowałam zająć racjonalne i sprawiedliwe stanowisko względem danych zdarzeń. W próżni wytworzonej przez zrozumienie mdlącej prawdy jedni paradoksalnie nie znajdują już miejsca dla Boga, podczas gdy drudzy tylko Boga potrafią w niej znaleźć. W każdym razie nieunikniony raczej przegląd postaw i wartości wypada różnie. Dla większości ateizm jest naturalną konsekwencją (choć rzadko natychmiastową reakcją), ale nie dla wszystkich – część pozostaje (niepraktykującymi?) katolikami, część się przekonwertowuje. Jeśli chcemy pozostać religijni, warto zdać sobie sprawę (niby wszyscy wiedzą, ale jakoś się tego udaje nie dostrzegać), że obok religii (mono)teistycznych istnieją  też nonteistyczne, że obok katolicyzmu są też inne wyznania chrześcijańskie oraz że sam Kościół Katolicki nie wygląda identycznie w różnych krajach.

Kiedy w końcu przestałam móc afirmować żenujące a często naganne w moim odczuciu poczynania przedstawicieli Kościoła Katolickiego (w tym doktrynalne), przestałam również uczestniczyć w mszach, a wreszcie w ogóle się na nich pojawiać. Oczywiście przykładnie walczyłam z coraz bardziej nachalną obserwacją, że w okresie dwuletniej abstynencji od „usług” Kościoła Katolickiego (które zastąpiłam samodzielną lekturą Biblii i prywatną modlitwą) zmieniłam się na lepsze, ale zwalczyć jej nie mogłam i nie zdołałam. Mimo że Kościół Katolicki lubi się uważać za jedyną słuszną opcję, nie stanowi jej, zadałam więc sobie trud żmudnego porównywania wyznań chrześcijańskich i dokonałam wyboru, który pozwolił mi jedne poczucia nareszcie stracić, inne nareszcie odzyskać.

Bóg jest przecież ostatni do opuszczania ludzkiego serca, jeśli zatem nie chce Mu się zatrzasnąć drzwi przed nosem, nie wyprosi Go nawet usłyszenie od zawodowego duchownego, że jego problemy z rozgrzeszeniem nie dotyczą, bo się spowiada u kolegów.

 „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. [...] Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5:44-48).

Piękno skądinąd obrzydliwej rzeczywistości polega właśnie na tym, że bez względu na to, jak się zostanie upokorzonym, jak bezwartościowym będzie się wskutek tego czuło i jak tragicznych wyborów się w tym poczuciu dokona, zawsze jeszcze można być w swoich reakcjach na błędy i okrucieństwo doskonałym jak Pan jest doskonały. Jean-Paul Sartre miał rację: „wolność to jest to, co robimy z tym, co nam uczyniono”.

 

mori.

Komentarze i opinie